Szukaj
2018-04-19

WIADOMOŚCI

Ceny aluminium wystrzeliły w górę

Jedna tona aluminium na londyńskiej giełdzie metali LME kosztuje już ponad 2500 dolarów. W niektórych transakcjach cena doszła nawet do 2700 dol. To najwyższy poziom cen białego metalu od 2011 r. i ogromne zaskoczenie dla wszystkich uczestników rynku.

Bezpośrednim powodem cenowego rajdu na aluminium jest decyzja władz Stanów Zjednoczonych o nałożeniu sankcji na rosyjski koncern aluminiowy Rusal i kontrolującego go miliardera Olega Deripaskę. Administracja prezydenta Donalda Trumpa umieściła Deripaskę na czarnej liście, praktycznie wykluczając Rusal – drugi co do wielkości koncern aluminiowy na świecie – ze znacznej części rynku. Sankcje USA obejmują nie tylko Rusal, ale także wszystkie podmioty, które chcą robić z nim interesy. Czyli na przykład kupować aluminium.

Odbiorcy aluminium muszą na gwałt szukać więc innych źródeł dostaw. W konsekwencji cena aluminium idzie ostro w górę. Problem dotyczy jednak nie tylko ich, ale całego sektora aluminiowego na świecie. Niedobór aluminium z Rusala trzeba bowiem pokryć zakupami u innych firm. A te mogą dyktować wyższe ceny. W konsekwencji ręce zacierają m.in. Chińczycy, którzy produkują 60 proc. aluminium na świecie.

Co ciekawe, sankcje Donalda Trumpa uderzyły też w amerykańskie firmy aluminiowe. Morgan Stanley szacuje np. że w 2017 r. 9 proc. aluminium sprowadzonego do USA z zagranicy pochodziło właśnie z Rosji.

Zamieszanie na rynku aluminiowym trwa od kilku dni. Konsekwencji sankcji nałożonych na Rusal nie spodziewał się m.in. amerykański bank Goldman Sachs, który zaledwie ponad tydzień temu prognozował, że cena aluminium wyniesie w średniej perspektywie 1950 dol. za tonę.

Skokowy wzrost cen jest też szokiem dla polskiej branży aluminiowej. W czwartek mówił o tym podczas konferencji wynikowej prezes Grupy Kęty Dariusz Mańko. – Będzie wzrost cen, jest on nieunikniony i odczują to wszyscy – stwierdził. Podkreślił jednak, że odczuje to cała światowa branża aluminiowa.

Bezpośrednia zależność Kęt od Rusala nie jest duża. Kiedyś polska spółka kupowała aż 50 proc. aluminium bezpośrednio od Rosjan. Obecnie z Rusala pochodzi 7,5 proc. wlewek nabywanych przez Kęty. W dodatku polska firma nie kupuje ich bezpośrednio z Rosji, ale od szwedzkiej spółki z grupy Rusal. W związku z sytuacją na rynku Kęty poszukują wciąż nowych dostawców. Jako kierunki dostaw prezes Mańko wymienił Indie, Mozambik i Bahrajn (koncern Alba).

Póki co firmy aluminiowe muszą podnosić ceny. Zrobią to także Kęty. Prezes Dariusz Mańko zdaje sobie jednak sprawę ze złożonej sytuacji, w jakiej znalazła się cała branża aluminiowa. Odpowiadając na pytanie „Nowej Stali” zapewnił, że Kęty będą podchodzić uczciwie do swoich kontrahentów, ponieważ zależy im na długoterminowej współpracy. – Nasi klienci produkując wyroby z profili aluminiowych mają podpisane kontrakty np. z sieciami handlowymi w oparciu o określone ceny. Muszą się z nich wywiązać. Dlatego musimy się zachować w sposób ludzki. Nie podchodzimy do sprawy zerojedynkowo. Pomożemy naszym klientom przetrwać ten okres – powiedział Dariusz Mańko.

Jego zdaniem trudno jest prognozować rozwój sytuacji na rynku w dłuższej perspektywie. Dariusz Mańko podkreślił, że Kęty doświadczały w przeszłości także równie ekstremalnych sytuacji, np. cen aluminium na poziomie 3,5 tys. dol. – Przeżyjemy to – stwierdził, komentując wydarzenia ostatnich dni.

Jego zdaniem obecne wydarzenia na rynku zmuszą także Amerykanów do rewizji swoich decyzji. Przy cenie aluminium 2700 dol. za tonę na zamieszaniu związanym z sankcjami na Rusal najwięcej skorzystają bowiem Chiny, które z łatwością mogą wypełnić lukę po Rusalu. Z kolei taki scenariusz jest niekorzystny dla Stanów Zjednoczonych, które chcą osłabić pozycję chińskiego sektora aluminiowego.